Masz pytania? Zadzwoń:
739 902 156
albo napisz...
sklep@ubiklures.com
Masz pytania? Zadzwoń:
739 902 156
albo napisz...
sklep@ubiklures.com
Na letnie testy „wędkowe” trafił do mnie ten oto w/w kijaszek, o którym… wiedziałem tyle co nic. Troszkę niecodzienna sytuacja, bo jednak za każdym razem z grubsza mam jakiekolwiek pojęcie o producencie / dystrybutorze firmującym dany sprzęt swoją nazwą. Przez chwilkę rozmyślałem, czy nie będzie rozsądnie zasięgnąć nieco informacji o Maximusie, ale z drugiej strony patrząc – do czego mi potrzebna taka wiedza…? Jest wędka, jest brak informacji, przynajmniej nie muszę się niczym sugerować albo do czegoś uprzedzać. Czysty test i własne odczucia.
Zgodnie z tradycją na początek zaznaczam, że moje testy wszelakiego sprzętu nazwać można subiektywno-obiektywnymi. Subiektywne, bo moje. Obiektywne, bo nie dopuszczam do głosu żadnych zewnętrznych wpływów, nacisków i podszeptów. Jeśli już coś piszę, to wedle własnego uznania.
Zacznijmy od danych technicznych:
Made in Korea (a więc inaczej niż zwykle, co warto podkreślić).
Cena sklepowa: ok. 800zł
Mamy tu zatem koreański kijek na osprzęcie Fuji, za – relatywnie – całkiem już konkretne pieniądze. 8 stówek piechotą nie chodzi, a jednocześnie nadal nie są to np. 2 tysiące. Dużo to czy mało – punkt widzenia zawsze będzie uzależniony od zasobności portfela.
Wizualnie Maximus Egoist uznać należy za perełkę dla smakoszy, czyli dla wędkarzy lubujących się w sprzęcie wychodzącym spory kawał poza ogólnie przyjęte standardy. Obok tego blanku nie da się przejść obojętnie, nie da się nie zauważyć jego niecodziennej kolorystyki. Fioletowo-niebieska opalizacja, błyskająca elegancko w słońcu, robi wrażenie. Przyjemna dla oka nietypowość i na dodatek nie przeszkadza w łowieniu.
Rękojeść jest krótka, wzmocniona oplotem z siateczki tytanowej, w dolniku zakończona korkiem. Całości dopełniają gustownie wstawione złote pierścienie „zdobniczo-doważające”. Czarny uchwyt kołowrotka jest wygodny, wykonany z tworzywa (nie wiem jakiego, nie musimy chyba dociekać).
Solidny, smukły kijek, naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Jestem przekonany, że niejeden użytkownik po wyjęciu tej wędki z pokrowca mruknie pod nosem „Wow”.
Do wędki dołączyłem kołowrotek Ryobi Virtus 3000. Taki akurat miałem wolny i pod ręką. Przyznam, że nie szukałem idealnie pasującego. Całkiem dobrze wyważał zestaw, więc już nie kombinowałem. Kwestii wyważenia producent nie olał, zainteresowani bez trudu dopasują sobie odpowiedni młynek tak żeby wszystko grało na tip top.
W tym miejscu zwykłem przytaczać opis udostępniany przez producenta. Jako, że takowego nie posiadam, zmuszony jestem zrobić odstępstwo od tej tradycji. Może i dobrze, bo z tymi opisami różnie bywa i – tak po prawdzie – potrafi z nich niewiele wynikać. Zresztą podane wyżej dane techniczne wiele nam o sprzęcie mówią.
Jak wiadomo, kijki do 14-15g to uniwersalne lekkie sprzęty do łowienia najpopularniejszych drapieżników naszych wód. Nie inaczej jest z Maximusem Egoistą. Okoń, pstrąg, kleń, jaź będą głównymi odbiorcami przynęt podawanych za pomocą tej wędki. Z przyłowami szczupaka czy bolenia też da sobie radę. Nie popadajmy w obłęd, że będzie inaczej, bo za delikatna itp. Jeśli zajdzie potrzeba to kijek podejmie skuteczną walkę nawet z silną rybą. Dlatego wędki o zbliżonym ciężarze wyrzutowym uważam za bardzo uniwersalne, świetnie spisujące się przy łowieniu różnych gatunków ryb. Niby stworzona do umiarkowanie lekkich łowów, ale w razie czego na pewno podejmie rękawicę.
Wedle opisu widniejącego na blanku, Maximus Egoist posiada akcję X-Fast. Mnie osobiście akcja taka kojarzy się z dość sztywnym kołkiem, a z takim tutaj na pewno nie mamy do czynienia. To kijek szybki, ale też odpowiednio sprężysty. Przynęty nie wyginają szczytówki o pół metra w bok, ale pod rybą blank pracuje pięknie, poddając się każdemu zrywowi walczącej ryby.
W trakcie testów łowiłem okonie, trafiły się dwa niewielkie szczupaki. Żadna ryba nie spadła podczas holu, nawet te zapięte ledwie jednym grotem gdzieś tam w „kąciku ust”. Zacięcia szybkie, skuteczne, późniejsza amortyzacja w sam raz dopasowana do potrzeby. Lubię kijki o takiej charakterystyce i myślę, że wielu z Was miałoby podobne odczucia.
Z przynęt używałem przede wszystkim obrotówek w rozmiarze 2 i 3 / 5-8g. Opisywana wędka wydaje się być niemal stworzona do obsługi blaszek w tym przedziale wagowym. Z jedynkami ważącymi 3g Maximus również daje radę, lekko wyginając szczytówkę. Dopóki czuć przynętę – jest dobrze.
Gumki montowałem na hakach doczepionych do czeburaszek 3-6g i takie przynęty wędka również obsługiwała komfortowo, choć te 3-4g są raczej minimalnym obciążeniem dla lekko pracujących przynęt, jeśli mamy zachować odpowiednie czucie wabika podskakującego gdzieś tam przy dnie.
Przy woblerkach wszystko elegancko. Kilkucentymetrowe pływające wobki czuć przy każdym machnięciu ogonkiem. Pokusiłem się nawet o dość wymagający sprawdzian, zakładając niespełna centymetrowego tonącego smużaka o znikomej wadze. O dziwo, dało radę wystarczająco daleko nim rzucić i mimo niemal zerowego wygięcia szczytówki czułem pod palcem delikatne drgania pracującego tuż pod powierzchnią mikro woblera. Dobrze ów fakt świadczy o czułości blanku.
Co więc mamy w podsumowaniu? Lekką, smukłą, ładną wędkę o fajnej akcji i czułym blanku, odpowiednią do łowienia okoni, pstrągów czy też kleni. Uniwersał do lekkiego spinningu na rzekach, rzeczkach i wodach stojących.
Wady? Znalazłem chyba jedną. Że wada to może za dużo powiedziane, raczej drobna niedogodność, choć po prawdzie szybko do niej człowiek przywyka i przestaje zauważać. Zaczep do przynęt – sam w sobie jest pomysłowo wykonany (bo składany). Jednak z uwagi na bardzo małą odległość od uchwytu kołowrotka do początku gołego blanku, palec wskazujący podczas łowienia spoczywa dokładnie na tym zaczepie. Początkowo wydaje się to przeszkadzać, powstaje wrażenie, że linka podczas rzutów zahaczy o tenże zaczep. Nic takiego jednak nie następuje i po kilkunastu rzutach zapomina się o owym domniemanym zagrożeniu. Kwestia przyzwyczajenia, a może też sposobu w jaki trzyma się wędkę w dłoni. Może ja mam inny nawyk, stąd palec na zaczepie, a nie np. centymetr wyżej. Tak czy inaczej to jedyny szczególik jaki znalazłem podczas testów.
Od wędki za kilka stów mamy prawo wymagać czegoś ponad przeciętność. Czy polecam? Zdecydowanie tak. Spinningiem Maximus Egoist łowi się bardzo przyjemnie, a tę cechę uważam za podstawową i najważniejszą spośród wszystkich jakie może posiadać wędka. Jeśli spełnione są pozostałe warunki – a w tym przypadku tak jest – to czego chcieć więcej? Pakujemy sprzęt, jedziemy nad wodę i oddajemy się naszej pasji. Przy odpowiednio dobranym sprzęcie będzie po prostu jeszcze przyjemniej.
Autor: Rafał Ubik